jak zrobić dużo niewielkim kosztem

Uprzejmość na wagę złota

Uprzejmość na wagę złota

Nie ma złotej recepty, która każdemu przyniesie sukces. Każdy przedsiębiorca szuka swojej ścieżki, sprawdza różne pomysły i wybiera te przynoszące najlepsze efekty. Jest za to jeden sposób, aby odstraszyć od siebie klienta i sprawić, że więcej się nie pojawi.

Uprzejmość jako przewaga konkurencyjna?

Spojrzenie z perspektywy wakacyjnych wędrówek uświadomiło mi, jak ważne w działaniach marketingowych jest to, co towarzyszy zakupowi, a właściwie samo jego doświadczanie i to, co dzieje się później.

Nie ma znaczenia, czy jesteś grafikiem komputerowym, prawnikiem, świadczysz usługi poligraficzne, prowadzisz małą restaurację i we własnym zakresie obsługujesz klientów czy sprzedajesz bułki w swoim sklepie. Ważne jest to, jakie wrażenie pozostawiasz po współpracy.

Niby błahostka, a wbrew pozorom zwykła ludzka życzliwość pozwala budować przewagę konkurencyjną. Zastanów się – ile jest cech, które pozwalają Ci się wyróżnić z tłumu? Jakość usług? Wiedza? Doświadczenie? Może atrakcyjne ceny? Super. To cechy, które pozwolą Ci zdobyć klienta, zamówienie, zlecenie. A co sprawi, że klient zostanie? Nawet wtedy, kiedy usłyszy, że gdzieś jest taniej, a wcale nie dużo gorzej? Pozytywne wrażenie, jakie po sobie pozostawisz. To, że jesteś osobą, która w zawodowe relacje wnosi uśmiech, uprzejmość i chęć słuchania, a nie nerwowe negocjacje, wymuszanie, niegrzeczne odpowiedzi i minę cierpiętnika po każdej dodatkowej prośbie klienta…

Nie mylić z brakiem asertywności

Żeby było jasne: absolutnie nie zalecam braku asertywności w relacjach z klientem i akceptowania jego wszystkich pomysłów – co to, to nie. Zawsze warto, a nawet należy jasno określić zakres wycenianej obsługi i np. wszystkie dodatkowe konsultacje telefoniczne, zajmujące czasem godziny w skali miesiąca, uwzględnić w cenniku prezentowanym klientowi.

Warto jednak pamiętać, że nawet asertywna odpowiedź (także odmowa) odpowiednio sformułowana, ubrana w uprzejmą formę, uargumentowana tak, aby klient nie poczuł, że go zbywasz, a zwyczajnie zrozumiał Twoje stanowisko, zmienia sposób w jaki Cię odbierze.

Wyobraź sobie wizytę z przyjaciółmi w restauracji. Obsługuje Cię sympatyczna osoba, która bardzo się stara, ale nie wszystko jej wychodzi. Tu się potknęła, tam kogoś szturchnęła niechcący. Za wszystkie te niedoskonałe zachowania oczywiście bardzo przeprosiła żartując sama z siebie i z uroczym uśmiechem dokończyła obsługę.

A teraz druga sytuacja – restauracja, grupa znajomych. Obsługa technicznie doskonała, profesjonalizm i gracja z tacą w ręku, ale zero uśmiechu, zero kontaktu wzrokowego, wyrecytowane regułki „Czy coś do picia na początek?” etc. Czujesz, że jesteś tylko kolejnym z tłumu klientów. A jeszcze gorzej kiedy widzisz zniecierpliwienie, bo zbyt długo się zastanawiasz, albo wyszło słoneczko i jednak z sali postanawiasz przenieść się do ogródka. Tak szczerze – której z tych osób chętniej dasz napiwek?

Zyskujesz podwójnie

Każda pozytywna relacja procentuje. Polecenia przynoszą nowych klientów, a wcześniejsi, zadowoleni ze współpracy – wracają. Warto choćby dlatego. Jednak jest coś więcej, bo Ty zyskujesz na każdym polu. Pracujesz z pozytywnymi ludźmi (w myśl przysłowia „Jak Kuba Bogu…”) i z przyjemnością realizujesz codzienne działania. A dzięki temu, że relacje są oparte na wzajemnej życzliwości, Twoje małe potknięcia też są wybaczane.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *